Projewski’s Weblog

listopad 5, 2007

Gitara - jak to zwierze wygląda

Kategoria wpisu: Gitara — projewski @ 10:26 przed południem

Ogólnie gitary dzielimy na dwa rodzaje: akustyczne i elektryczne w zależności od sposobu w jaki wzmacniany jest wydobyty z nich dźwięk. Podstawowe dwie gtitary akustyczne to gitara klasyczna i akustyczna. Oczywiście istnieje całe grono innych typów gitar, takie jak basowe, barytonowe, hawajskie, flamenco, siedmiostrunowe, ale nimi się nie zajmujemy.
Gitara to szarpany instrument muzyczny. Zbudowana jest z wielkiego pudła nazywanego pudłem rezonansowym, w którym to służy do wzmocnienia brzmienia dźwięku wydobywanego przez struny. Struny przechodzą nad, specjalnie w tym celu wykonanym, otworem pudła rezonansowego i dalej są położone nad gryfem. Sama część gryfu, nad którą położone są struny nosi miano podstrunnicy (zresztą sama nazwa o tym mówi). Podstrunnica najczęściej jest wykonana z nieco innego rodzaju drewna niż sam gryf - popularnego palisandru (ang. rosewood), hebanu, mahoniu lub klonu. Ogólnie powinna być to dość mocna i twarda listwa. Na podstrunnicy umieszczone są poprzeczne metalowe poprzeczki - nazywają się one progami (ang. frets). Progi pozwalają na skracanie długości struny, a co za tym idzie podnoszeniem wysokości dźwięku, jaki może wydobywać. Koniec gryfu zakończony jest “głową” - tam znajdują się kołki, na które naciągnięte są struny. Struny, na drugim końcu mocowane są do tak zwanego mostka. Mostek umieszczony jest na pudle rezonandowym. Tak przedstawia się ogólny zarys budowy gitary. Oczywiście są jeszcze inne elementy, często uzależnione od rodzaju gitary. Oczywiście w gitarze elektrycznej nie mamy typowego pudła rezonansowego, które stanowi po prostu ‘decha’. W elektryku dźwięk podlega wzmacnieniu na samych wzmacniaczach (amplifier).

Jeśli chodzi o same struny. Dzielimy je na basowe i wiolinowe. Jak same nazewnictwo wskazuje basowe służą do wydobywania dźwięków niskich, natomiast wiolinowe wysokich. W typowej gitarze posiadamy sześć strun (w rosyjskiej i meksykańskiej muzyce ludowej używa się ich często siedem, a w gitarach basowych cztery lub pięć). Struny mogą być z owijką lub bez owijki. Jako basowe stosuje się zwykle struny z owijką, jako wiolinowe struny bez owijki. Struny bez owijki wykonuje się z nylonu bądź stali (często z dodatkowymi domieszkami). Natomiast struny z owijką to odpowiednie włókna okryte owijką wykonaną z odpowiedniego metalu (tutaj dość spora różnorodność).

I tutaj ważny szczegół - w gitarach klasycznych stosuje się jako struny wiolinowe struny nylonowe. Nie należy używać strun stalowych, gdyż mogą spowodować ogólne uszkodzenie naszego instrumentu. W gitarach akustycznych, gdzie można stosować struny stalowe, główka gryfu jak i mostek są zazwyczaj wzmocnione do tego typu napięć. Jeśli nie chcemy pewnego smutnego dnia doznać szoku w postaci odklejającego się mostu lub skrzywienia gryfu albo kołków - nie używajmy stalówek do klasyka ! (”Pamiętaj gitarzysto ponury - daruj sobie w klaysku stalowe struny”)

Teraz mówiąc nadal o strunach. Struny z owijką można wydzielić na trzy rodzaje. Z owijką okrągłą (round-wound), półokrągłą (halfround) i płaską (flatwound). Najczęstsze w użyciu są z owijką okrągłą. Jaka jest różnica: przy owijce okagłej uzyskujemy bardziej czyste i lepsze brzmienie niż przy płaskiej, gdzie dźwięk jest bardziej matowy i cichy. Przy okrągłej następuje większe gromadzenie się brudu pomiędzy zwojami owijki. Równocześnie podczas przesuwania palców po owijce okrągłej słychać charakterystyczny ‘poślizg’ - co przy owijce płaskiej jest właściwie zjawiskiem marginesowym. Owijka półokrągła to oczywisty kompromis pomiędzy oboma typami. Zaokąglenia owijki skieroane są do rdzenia. Natomiast strona płaska na zewnątrz struny - jakie są tego efekty jest oczywiste. Wybór zależy od upodobań.

Na temat budowy, to chyba narazie wystarczy.

listopad 2, 2007

Bla bla bla, czyli słowem wstępu

Kategoria wpisu: Gitara — projewski @ 2:55 pm

Tak to jest, że podoba mi się brzdąkanie na gitarze. Sam powiedziałbym, że gram fatalnie, a inni przyznaliby rację. Ale nie ma co, sprawia mi to cholerną przyjemność i w jakiś magiczny sposób jest to dla mnie pewna forma relaksu, medytacji.

Tak czy inaczej, postawnowiłem coś zrobić z tą moją totalną spontaniczną i chaotyczną wiedzą. Postanowiłem ją poukładać. W tym celu wybrałem się na kurs gry na gitarze. Kurs oczywiście dotyczy gitary klasycznej i święcie wierzę, że tak pozyskane umiejętności przełożę również na elektryka.

Ponieważ zajęcia już odbywają się od jakiegoś czasu, więc muszę spróbować szybko skompensować materiał i zamieścić na blogu. Tak, dokładnie tak: Zamierzam przenieść wszystkie lekcje o gitarze na swój blog. Może jakiś człowieczek, żądny wiedzy wykorzysta ją i stanie się wielkim Hendrixem, Satrianim lub kimkolwiek takim - czego mu życzę. Oceniając swoje umiejętności rzekłbym, że są istnym przeciwieństwem owych mistrzów gitary. No cóż, nie każdy rodzi się z takim talentem.

To co może być drobym problemem - pierwsze lekcje miałem w trybie nieco przyspieszonym, z racji pewnych już nabytych umiejętności, ale zapewne już niebawem będę miał problemy z kolejnymi zajęciami, więc materiał stanie się adekwatny do mojego stopnia zaawansowania i, jeśli ktoś będzie miał ochotę, będzie mógł się uczyć razem ze mną.

Harpagan 2007

Kategoria wpisu: Wyprawy — projewski @ 2:37 pm

I oto pojawiły się wyniki z kolejnego rajdu Harpagan 2007. Tym razem poszło dużo gorzej niż zakładaliśmy. Założeniem było wykonanie trasy na min. 10 punktów. A udało się przebrnąć tylko 7.No cóż, teraz pozostaje tylko przemyśleć sprawę i zastanowić się jako poprawić ów fatalny wynik. Z pewnością na następny Harpaganik wezmę urlop w pracy, jeśli będzie to tylko możliwe - niestety niewyspanie dało się ostro we znaki i zaowocowało przysypianiem podczas marszu. A trasa - tak sądzę - była dość prosta -przeloty nie były najgorsze. Ogólne wspomnienia z tego rajdu:

* przedzieranie się przez bagno, by dojść do punktu numer 4. Wynik: jedna osoba zyskała małą kałużę w butach. I tak dobrze się skończyło, bo jakiś mniej szczęśliwy uczestnik wylądował całą swą osobą.

* zgubienie się podczas poszukiwania punktu 7 - totalna porażka. Po nocnych wędrówkach leśnych już całkowicie wyłączyła mi się faza myślenia strategicznego i pozostała jedynie opcja wleczenia cielska za sobą, by osiągnąć punkt docelowy. Natomiast kolega M. przejął rolę sterowania tą naszą nieudolną zgrają kuśtykających zombie i pokierował nas po wszelkich zakamarkach leśnych. Przeszukiwanie lasu i sprawdzanie wszystkich ścieżek nie było najlepszym pomysłem. Mapa też zbyt chętnie nie zdradzała swych sekretów, które potwierdziłyby topografię terenu, w którym się znaleźliśmy. Do historii chyba przejdzie też dostrzeżenie przeze mnie w lesie żółtego domku z czerwonym dachem na szczycie leśnej góry. Kosztowało mnie wdrapanie się na tą górę, by przkonać się o tym, że to piękna polska złota jesień. Przy okazji autosugestia podziałała na co poniektórych towarzyszy wyprawy. Plusem wydarzenia było odnalezienie bardziej pewnej drogi, na której to spotkaliśmy wybawców - innych zombie włóczących nogami - ale Ci przynajmniej posiadali jeszcze resztki mózgu i wiedzieli, gdzie się znajdują.

* przeprawa z punktu 7 na punkt 8 - to chyba zostanie spisane dla potomności. Dobrnęliśmy bez większych problemów do pięknej rzeki o nazwie Słupia. Większym problemem okazało się przedostanie się przez nią. Mieliśmy do wyboru - pójść na północ lub na południe. Na mapie most bliższy (w Słupsku) znajdował się na północy. Ruszyliśmy więc owczym pędem ślimaka winniczka. Na punkcie 8 okazało się, że 15 minut w drugą stronę Słupi jest mostek nie zaznaczony na mapie Harpagana, którym spokojnie ląduje się tuż przy Kobylnicy (miejscu ulokowania punktu numer 8). Kolega A. dostał poważnych boleści nożnych, które zdradziecko utrudniły mu przemiszczanie się z tempem szybszym niż tempo ślimaka winniczka. Cóż - nie dobiliśmy tym razem nawet do ósemki. Na Harpaganie rok temu, był przynajmniej i aż punkt numer 9.

Wnioski:

* trzeba więcej chodzić

* wziąć urlop w pracy i wyspać się na całego + objadanie się w domu ile się da

* buty spisały się wyśmienicie, ida ze mną na następne Harpagany, daj Bóg

* więcej jedzenia ze sobą! Pod koniec umierałem z głodu - ale to standard - raz na godzinę muszę coś zjeść.

Najpiękniejszy cytat, pochodzący z ust kolegi M.:

“Jak mówi się, że to nie można iść, bo nogi bolą to właściwie ciężko w to uwierzyć. A tego po prostu nie da się opisać.”

październik 29, 2007

Strumień ByteArrayOutputStream

Kategoria wpisu: Java — projewski @ 11:15 przed południem

Oto, co dziś się dowiedziałem, a czego jeszcze nie przetestowałem:

Implementacja Apache strumienia ByteArrayOutputStream jest szybsza i zajmuje mniej pamięci od podobnej implementacji Sun’a. Dlatego znacznie lepszym pomysłem jest stosowanie klasy org.apache.commons.io.output.ByteArrayOutputStream niż klasy java.io.ByteArrayOutputStream. Z testów porównawczych, wykonanych na pliku o rozmiarze 90 MB, otrzymano następujące informacje:

Sun JDK wykonywał wczytanie w ciągu 2300 ms i zajął 210 MB pamięci
Apache wykonał wczytanie w ciagu 1300 ms i zajął 140 MB pamięci

Witam !

Kategoria wpisu: Uncategorized — projewski @ 10:21 przed południem

Witam na moim pierwszym wpisie.

Ponieważ jest to mój pierwszy blog, jaki kiedykolwiek zakładałem, będę musiał się jeszcze nauczyć posługiwać nim i zobaczyć jak to wygląda w praktyce. Przeznaczeniem blogu ma być również gromadzenie pewnych zasobów wiedzy, jakie udaje mi się pozyskać w ten czy inny sposób, a dotyczących obszarów moich zainteresowań, tudzież pracy.

Mam nadzieję, że współpraca z blogiem nie nastręczy mi zbyt wiele problemów i spełni moje oczekiwania co do tego, co mogę umieścić na tego typu stronach.

Wszystkich, którzy zawitali tutaj serdecznie witam i życzę … miłego czytania. Mam nadzieję, że to, co czasem uda mi się tutaj opisać, komuś się kiedykolwiek przyda do czegoś.

« Poprzednia strona

Blog at WordPress.com.