Projewski’s Weblog

listopad 2, 2007

Harpagan 2007

Kategoria wpisu: Wyprawy — projewski @ 2:37 pm

I oto pojawiły się wyniki z kolejnego rajdu Harpagan 2007. Tym razem poszło dużo gorzej niż zakładaliśmy. Założeniem było wykonanie trasy na min. 10 punktów. A udało się przebrnąć tylko 7.No cóż, teraz pozostaje tylko przemyśleć sprawę i zastanowić się jako poprawić ów fatalny wynik. Z pewnością na następny Harpaganik wezmę urlop w pracy, jeśli będzie to tylko możliwe - niestety niewyspanie dało się ostro we znaki i zaowocowało przysypianiem podczas marszu. A trasa - tak sądzę - była dość prosta -przeloty nie były najgorsze. Ogólne wspomnienia z tego rajdu:

* przedzieranie się przez bagno, by dojść do punktu numer 4. Wynik: jedna osoba zyskała małą kałużę w butach. I tak dobrze się skończyło, bo jakiś mniej szczęśliwy uczestnik wylądował całą swą osobą.

* zgubienie się podczas poszukiwania punktu 7 - totalna porażka. Po nocnych wędrówkach leśnych już całkowicie wyłączyła mi się faza myślenia strategicznego i pozostała jedynie opcja wleczenia cielska za sobą, by osiągnąć punkt docelowy. Natomiast kolega M. przejął rolę sterowania tą naszą nieudolną zgrają kuśtykających zombie i pokierował nas po wszelkich zakamarkach leśnych. Przeszukiwanie lasu i sprawdzanie wszystkich ścieżek nie było najlepszym pomysłem. Mapa też zbyt chętnie nie zdradzała swych sekretów, które potwierdziłyby topografię terenu, w którym się znaleźliśmy. Do historii chyba przejdzie też dostrzeżenie przeze mnie w lesie żółtego domku z czerwonym dachem na szczycie leśnej góry. Kosztowało mnie wdrapanie się na tą górę, by przkonać się o tym, że to piękna polska złota jesień. Przy okazji autosugestia podziałała na co poniektórych towarzyszy wyprawy. Plusem wydarzenia było odnalezienie bardziej pewnej drogi, na której to spotkaliśmy wybawców - innych zombie włóczących nogami - ale Ci przynajmniej posiadali jeszcze resztki mózgu i wiedzieli, gdzie się znajdują.

* przeprawa z punktu 7 na punkt 8 - to chyba zostanie spisane dla potomności. Dobrnęliśmy bez większych problemów do pięknej rzeki o nazwie Słupia. Większym problemem okazało się przedostanie się przez nią. Mieliśmy do wyboru - pójść na północ lub na południe. Na mapie most bliższy (w Słupsku) znajdował się na północy. Ruszyliśmy więc owczym pędem ślimaka winniczka. Na punkcie 8 okazało się, że 15 minut w drugą stronę Słupi jest mostek nie zaznaczony na mapie Harpagana, którym spokojnie ląduje się tuż przy Kobylnicy (miejscu ulokowania punktu numer 8). Kolega A. dostał poważnych boleści nożnych, które zdradziecko utrudniły mu przemiszczanie się z tempem szybszym niż tempo ślimaka winniczka. Cóż - nie dobiliśmy tym razem nawet do ósemki. Na Harpaganie rok temu, był przynajmniej i aż punkt numer 9.

Wnioski:

* trzeba więcej chodzić

* wziąć urlop w pracy i wyspać się na całego + objadanie się w domu ile się da

* buty spisały się wyśmienicie, ida ze mną na następne Harpagany, daj Bóg

* więcej jedzenia ze sobą! Pod koniec umierałem z głodu - ale to standard - raz na godzinę muszę coś zjeść.

Najpiękniejszy cytat, pochodzący z ust kolegi M.:

“Jak mówi się, że to nie można iść, bo nogi bolą to właściwie ciężko w to uwierzyć. A tego po prostu nie da się opisać.”

Blog at WordPress.com.